Wywiad: Globtroterek

Wywiad: Globtroterek o rodzinnych podróżach do Chorwacji

Mama Ola, tata Tomek i syn Michał. Trzyosobowa rodzina, która nie może usiedzieć w miejscu i gdy tylko jest to możliwe rusza w Europę po niezapomniane przeżycia. Kochają podróżować, spędzać czas aktywnie, a zamiast zakwaterowania w hotelach wybierają noclegi na kempingach. 

Na ich podróżniczym blogu Globtroterek znajdziecie wiele ciekawych relacji, pomocnych porad oraz dużo informacji na temat rodzinnych wyjazdów. Żeby być na bieżąco w kontakcie z Olą, Tomkiem i Michasiem zapraszam również do  śledzenia ich fanpage oraz profilu na Instagramie. Teraz natomiast zapraszam do ciekawego wywiadu jaki udzielili na moim blogu. Miłego czytania 🙂 

 

 

Wywiad: Globtroterek o rodzinnych podróżach do Chorwacji

 

  • W którym roku po raz pierwszy odwiedziliście Chorwację?

Ola:
Pierwszy raz przyjechałam do Chorwacji w ramach wakacyjnego wyjazdu organizowanego przez profesora z wrocławskiego liceum. Był to rok 1997, czyli dwa lata po wojnie domowej w byłej Jugosławii. Kraj był bardzo zniszczony, a my niejednokrotnie byliśmy jedynymi turystami przemierzającymi opuszczone wioski i ostrzelane miasta. Często nie mieliśmy gdzie spać, więc zdarzyło nam się nocować w opuszczonym hotelu czy na zbombardowanym kempingu. Ale nawet wojna nie była w stanie zniszczyć pięknych widoków, w których zakochałam się bezgranicznie.
Przez kolejne lata z niedowierzaniem i podziwem patrzyłam jak Chorwacja podnosi się z gruzów, jak zaczyna odbudowywać infrastrukturę i przekonywać turystów do spędzenia urlopu nad Adriatykiem. Teraz tylko wnikliwe oko wypatrzy ślady walk sprzed ponad 20 lat tj. dziury po pociskach czy pamiątkowe napisy. Tomka porwałam do Chorwacji w podróż poślubną, a rok później 5 miesięczny wówczas Michaś po raz pierwszy przekroczył chorwacką granicę.

  • Jak wspominacie pierwsze wakacje w Chorwacji?

Tomek:
Pierwsze wspólne wakacje w trójkę spędziliśmy plażując i zwiedzając perełki Dalmacji. To był urlop, w czasie którego uczyliśmy się podróżować z dzieckiem, a Chorwacja jest krajem, który świetnie się do tego nadaje. Piękne widoki, ciepłe morze, sympatyczni mieszkańcy przyjaźni rodzinom z dziećmi.

Ola:
Mały koszmarek przeżyliśmy tylko w Plitwicach, próbując przecisnąć się wózkiem po zatłoczonych kładkach 😉 Dlatego rodzicom maluchów polecamy na taką wyprawę zaopatrzyć się w chusty lub odczekanie kilku sezonów, aż maluch podrośnie i sam będzie wędrował wzdłuż jezior.

Wywiad: Globtroterek

Jeziora Plitwieckie

  • Podróżujecie po Europie i najczęściej na nocleg wybieracie kempingi, dlaczego?

Ola:
Bo kempingi to raj dla rodzin z dziećmi. Niestety wiele osób wciąż myśli, że kemping to zapyziałe pole namiotowe, z nudą, komarami i wychodkiem pod lasem. A tymczasem kempingi XXI wieku to fantastyczne ośrodki kempingowe, z aquaparkami, placami zabaw, boiskami, animacjami, restauracjami czy sklepami.

Tomek:
To dużo lepsza opcja niż ciasne kwatery prywatne i pokoje hotelowe. Na campingach jest ogromna przestrzeń, można pośmigać na rowerach, hulajnogach czy rolkach. Jest gdzie pograć w piłkę, minigolfa czy bule.

Michał:
Są odjazdowe baseny i dużo dzieciaków z innych krajów. Zawsze gramy w piłkę nożną i robimy sobie mecze. Bardzo lubię też animacje, gdzie można potańczyć, porysować, wziąć udział w zawodach sportowych albo powygłupiać się w basenie.

Wywiad: Globtroterek

Trochę aktywności na wakacjach 

  • Który kemping w Chorwacji spodobał się Wam najbardziej i chętnie polecicie go innym?

Michał:
Dla mnie najlepszy jest Zaton! Są tu odjazdowe baseny, ekstra plac zabaw z konstrukcjami sznurkowymi aż do nieba i super sportowe animacje.

Ola:
Ja lubię Polari na Istrii, za komfortowe domki wakacyjne, bliskość Rovinja i pyszne lokalne specjały serwowane w kempingowej restauracji.

Tomek:
A mój ulubiony to Strasko na Pagu. Sama wyspa jest kosmiczna, a kemping ma niesamowitą plażę i fantastyczną atmosferę.
Więcej o sprawdzonych przez Globtroterka kempingach w Chorwacji znajdziecie tutaj.

Wywiad: Globtroterek

Wywiad: Globtroterek

Na jednym z kempingów w Chorwacji

  • Skoro mowa o najfajniejszym kempingu, to może powiecie, czy trafiliście też na taki, do którego nie chcielibyście już nigdy wrócić?

Ola:
Na szczęście jeszcze na taki nie trafiliśmy. Natomiast wiemy od naszych czytelników, których się wystrzegać. Prowadzimy na Facebooku grupę o kempingach w Europie, gdzie dzielimy się zdjęciami i filmami z odwiedzonych kempingów, robimy listy polecanych miejsc oraz tych na które nie warto jechać.

  • Jakie najważniejsze wskazówki dalibyście osobie wybierającej się po raz pierwszy na kemping? Na co powinna zwrócić szczególną uwagę?

Ola: Na początek przygody z kempingami zawsze polecamy wybrać nocleg w domku wakacyjnym, który ma dwie lub trzy sypialnie, kuchnię, jadalnię, łazienkę, toaletę i taras. W czasie takiego pobytu nie trzeba korzystać ze wspólnych łazienek, co czasem ludzi odstrasza. Zawsze piszemy, że podczas wakacji trzeba zajrzeć do kempingowych łaźni, by przekonać się, że to czyste i komfortowe miejsca, by nie bać się w przyszłości pojechać pod namiot.

Tomek: Trzeba sprawdzić np. odległość od morza, co jest istotne w przypadku rodzin z dziećmi. I oczywiście zasięgnąć opinii osób, które już na danym kempingu były. Na pierwszy raz polecamy wybrać sprawdzone i popularne wśród Polaków kempingi, by nie trafić pechowo i nie zniechęcić się do tej formy spędzania urlopu. Zapraszamy na naszego bloga, gdzie stworzyliśmy bazę fajnych kempingów i recenzujemy odwiedzone miejscówki oraz na facebookową grupę „Campingi w Europie”, o której wspomniała Ola.

Michał: No i trzeba sprawdzić co fajnego jest dla dzieci. Ja zawsze z rodzicami wybieram kempingi, sprawdzam czy są zjeżdżalnie na basenie, boiska do gry w piłkę, place zabaw albo parki linowe, które uwielbiam.

  • Macie swój ulubiony region w Chorwacji? Wyspę, miasto lub miejsce do którego często wracacie myślami?

Tomek:
Mnie zauroczyła wyspa Pag. Zawsze omijaliśmy ją, bo naczytaliśmy się, że nic tu nie ma i wyspa wygląda na wymarłą. A tymczasem tu jest jak na Księżycu! Serio. Każdy, kto był na Istrii i w Dalmacji, musi wybrać się choć raz na Pag, by poznać zupełnie inne, kosmiczne oblicze Chorwacji.

Michał:
Mi się podobało w Zadarze. Jest tam taka mega długa promenada, po której można jeździć na hulajnogach.  Są  organy morskie – to takie rury, które obmywają fale i one tak fajnie grają. Jest tu też taka kolorowa konstrukcja, która wygląda jak podświetlana laserami.

Ola:
A ja lubię spacer po brukowanych uliczkach starówek chorwackich miast. Uwielbiam przysiąść na chwilę na gwarnych placykach i chłonąć atmosferę Trogiru, Poreca czy Rovinja.

  • Przyznam, że śledzę Wasz blog z zaciekawieniem. Podróżujecie, wydajecie przewodniki ale również wymyślacie gry i zabawy praktykowane podczas zwiedzania. Skąd narodził się taki pomysł?

Ola:
Jeszcze przed pojawieniem się Michała na świecie, sporo podróżowaliśmy we dwoje. Przy okazji, szykując się do roli rodziców, obserwowaliśmy jak wygląda rodzinne zwiedzanie. I niestety wnioski nie napawały optymizmem. Dzieci były znudzone, rodzice poirytowani, a wycieczka kończyła się pośpiesznym selfie przy kilku zabytkach, dużych lodach na zniwelowanie marudzenia i szybkim powrotem na hotelową plażę. Obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, aby nasze dziecko pokochało zwiedzanie, wynosiło sporo wiedzy i doświadczenia z odwiedzanych miejsc, a przede wszystkim, by rodzinne wycieczki były fantastycznym, wspólnie spędzonym czasem. 

Tomek:
I tak wpadliśmy na pomysł jak zamienić nudne zwiedzanie w rodzinną super przygodę! W Barcelonie pomagaliśmy salamandrze odzyskać kolory, w Arles – mieście Vincenta van Gogha – tropiliśmy złodziei słoneczników, a w czasie wizyty w Wenecji szukaliśmy elementów maski karnawałowej, rozsypanych po całym mieście. W Lizbonie zamieniliśmy się w detektywów i namierzaliśmy złodziei Złotej Piłki, w Londynie mieliśmy grę fotograficzną, podczas której szlifowaliśmy warsztat i ćwiczyliśmy wykonywanie dobrych kadrów, próbując upolować aparatami londyńskie symbole, a w Carcassonne bawiliśmy się w uwięzioną księżniczkę i dzielnych rycerzy, którzy przybyli jej na pomoc. Za nami ponad 100 takich przygód i z niecierpliwością czekamy na kolejne.

Michał:
Ja uwielbiam takie zwiedzanie! Razem z rodzicami zamieniamy się w rodzinkę Superposzukiwaczy Przygód i ruszamy na Tajne Misje. To jest ekstra – razem łamiemy szyfry, szukamy wskazówek i rozwiązujemy tajemnice. Dlatego też razem napisaliśmy nasze Niezbędniki Poszukiwacza Przygód. To takie przewodniki dla dzieciaków po polskich miastach, gdzie muszą zorganizować urodziny dla Papy Krasnala we Wrocławiu, przegonić Czorta z Krakowa, uratować porwaną Syrenkę w Warszawie albo uratować Cyfrowe Królestwo w Gdańsku.

  • Na zakończenie zdradźcie czym są dla Was podróże? Co wnoszą do Waszego życia?

Ola:
Dla mnie są jak powietrze 🙂 Nie potrafię usiedzieć w miejscu, kocham odkrywać nowe zakątki i poznawać nowych ludzi. Odkąd podróżujemy w trójkę mam niesamowitą radość z pokazywania świata Michałowi.

Tomek:
Podróże to czas dla rodziny, który wyciskam jak cytrynę. W ciągu roku, w natłoku pracy, szkoły, zajęć dodatkowych, często wspólne chwile są na wagę złota. Na szczęście w czasie urlopu możemy się nacieszyć sobą do woli. Nasze wyprawy to dla mnie też nowe wyzwania fotograficzne, ciekawe kadry i szlifowanie warsztatu fotograficznego.

Michał:
Ja to właściwie nie wiem jak to jest nie podróżować, bo dla mnie to normalne, że w ciągu roku wyjeżdżamy na dwa czy trzy miesiące. Bardzo to lubię. Poznaję nowych przyjaciół, robię z tatą zdjęcia, mam super przygody w różnych miastach i tylko czasem mama mnie zmusza, żebym spróbował czegoś nowego do jedzenia, ale tego akurat nie lubię 🙂 Chyba że to jakiś nowy owoc, to wtedy jest okey 😀

  • Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę samych pomyślności.

Ola, Tomek i Michał:
To my dziękujemy. I do zobaczenia gdzieś w podróży.
(Wszystkie zdjęcia zamieszczone w wywiadzie są własnością Globtroterka)

Wywiad: GlobtroterekWywiad: GlobtroterekNa wodach Adriatyku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four × three =